+48 41 33 030 33

Wystawa prac Piotra Lutyńskiego

01 Nov 2020

Fundacja Nowa Przestrzeń Sztuki serdecznie zaprasza na wystawę malarstwa „Wielowymiarowość" Piotra Lutyńskiego. Wystawa czynna od 7 listopada do 31 grudnia 2020. Hotelu Bristol Art & Medical SPA w Busku-Zdroju. 

KOSMOGRAFICZNE ODBICIE ŚWIATA


            W sztuce Piotra Lutyńskiego – niemal we wszystkich jego pracach, pomijając juwenilia –przejawiało się zainteresowanie formami natury i geometrią. W ostatnich latach artysta zafascynował się historią nauki, fizyką i astrofizyką. Dało to jego sztuce nowe impulsy, chciałoby się powiedzieć: kosmicznej energii. Nowe koncepty i motywy, które wskutek tego się pojawiły, choć wyrastają organicznie z wcześniejszych artystycznych dokonań – rzucają na nie nowe światło.
            Dawniej Lutyński łączył „czyste” abstrakcje z tworzywami organicznymi, barwy podstawowe z naturalnymi materiami. W przeszklonych gablotach, które zestawiał z geometrycznymi kompozycjami, umieszczał ziarno zbóż, wosk, pszczele plastry. W innych obiektach, które na odwrót, w zasadniczym swoim woluminie, na przykład były surowo obrobionym pniem umieszczał, znów w przeszkleniach, obrazy geometryczne. Wśród nich i ten z motywem, który, jak mówi sam, „w pewnym momencie po prostu zobaczył i odtąd mu towarzyszy”. Jest to żółty prostokąt bądź kwadrat z układem pomniejszających się do środka regularnych form wykreślonych czarnym pasem.
            Ten właśnie motyw, który stał się indywidualnym znakiem – rozpoznawalnym hieroglifem jego sztuki – można też postrzegać jako ogólne, syntetyczne wyobrażenie, przez które artysta wyraża swoje estetyczne i metafizyczne idee. Kontrast żółcienia i czerni to jak kontrast światła i cienia, brzmienia i ciszy, martwej materii i życiodajnej energii. Energia i jej emanacje to kluczowe pojęcie dla Lutyńskiego: „Świat odczytuję jako ciągle przekształcająca się, nieprzewidywalną formę energii. Również sztuka jako zmienna forma energii kierowana wizją artysty poszukuje odpowiedniej formy” – pisał w 2001 roku. „Jest ważna, niezależnie, czy to jest energia wewnętrzna włożona w instrument, czy w obraz”– konstatował parę lat później. „Bo podobnie jest i w malarstwie, i w muzyce” – jednakowo uważał Malewicz.
             Estetyczne paralele dla tego motywu zauważyliśmy w opowiadaniach Brunona Schulza, w których niczym w kolejnych obrazach pojawia się nasycenie raz żółtą, raz złocistą, świetlistą barwą w kontraście do cienia: w złocisty dzień słoneczne strony Rynku puste i żółte od żaru; przejście przez cień prowadzi ku słonecznikowi czekającemu w „żółtej żałobie”; sierpniowe ściernisko jest złote. Nad wszystkimi barwami dominuje żółcień: „Tłuja siedzi przykucnięta wśród żółtej pościeli i szmat”, ma „wiecheć czarnych włosów” i żółte zęby; jej matka to „żółta jak szafran kobieta”. Bursztynowe popołudnia; dni złote jak piwo; „mętnożółte smugi świtu”. Pokój ojca ogromniał w cieniu umbry i łączył się „z wielkim żywiołem nocy”... aż  „żółte, pełne nudy dni zimowe”  zapłonęły feerią barw egzotycznych ptaków i ich „kolorowym pogwarem”... I tu można dostrzec wcale nie odległą analogię do sztuki Lutyńskiego – i on w swoją twórczość wprowadził żywiołowy element ptaków i innych żywych zwierząt.
            Poszukując ważnych dla Lutyńskiego poprzedników, nie tyle Schulza należałoby wskazać co przywołanego już tutaj Malewicza. Nie jeden raz Lutyński podkreślał – nie słowem a dziełami – swoje przywiązanie do tradycji pierwszej awangardy by wspomnieć chociaż motywy mondrianowskie, tak wyraźnie obecne w jego artystycznej wypowiedzi. W najnowszych, „kosmograficznych” poszukiwaniach zauważamy bliższe i dalsze odniesienia do „kosmizmu” rosyjskiej awangardy. „Zarysowuje się przed nami możliwość urzeczywistnienia bajecznych marzeń: człowiek usiłuje wyjść poza granice swej planety w przestrzeń kosmiczną. I zapewne wyjdzie” – pisał wiek temu radziecki przyrodnik Włodzimierz Wiernadski. „W samej rzeczy w człowieku i jego świadomości tkwi dążenie do przestrzeni, chęć oderwania się do kuli ziemskiej” – mówił wówczas Kazimierz Malewicz a był czas gdy wizja podboju kosmosu była jeszcze futurologiczną utopią. Dziś, w erze kosmicznej, Lutyński zauważa, że „Cała nasza materia jest w stu procentach zanurzona w nieskończoności i wieczności. Przenikają nas informacje z kosmosu.(...) Wydaje mi się, że sztuka zajmuje się odkrywaniem tej prawdy”. i „stanowi kolejny język komunikacji świata widzialnego z niewidzialnym, jest środkiem do poznania wielowymiarowości, odkryciem ukrytych sensów interpretacji neuronowych powiązań naszego mózgu z krańcami wszechświata”.
             Te refleksje artysty są wyrazem przekonania o równoważności dróg poznania całej ogarniającej nas rzeczywistości – i przez sztukę i przez naukę. Przywodzą na myśl słowa wielkiego poety Johna Miltona: gdy tenże spotkał Galileusza nazwał go artystą; the Tuscan Artist  – pisał dosłownie. Zacytujmy słowa wybitnego naukowca i humanisty Włodzimierza Natansona (1864-1937): „Nie ma w nauce nic, co byłoby płaskie i nudne; nie ma w świecie nic, co byłoby próżne i czcze. Wszystko bowiem jest wielkie w Naturze, wszystko jest piękne, albowiem wszystko jest spójne, zwarte i łączne, wszystko jest jedyne całkowite i wspólne. Szare i płytkie bywają tylko odbicia świata w miałkich umysłach”.
            Wielkie umysły czasów starożytnych wyobrażając sobie geometrię niebios porządkowały ją, kierowane poczuciem piękna, niczym artyści, w modele sfer – idealnych kulistych powłok po których krążą ciała niebieskie, bo jedynie ruch kołowy, jednostajny był dla nich doskonały i wyrażała się w nim nieskończoność i wieczność. Jakże bliski był im Malewicz, który „zgłębiwszy suprematystyczną formę ruchu, doszedł do wniosku, że ruch po prostej ku jakiejkolwiek planecie nie może być opanowany inaczej niż za pomocą ruchu pierścieniowego pośrednich satelitów, które tworzą prostą linię pierścieni – od satelity do satelity”.
            W ostatnich, wciąż kontynuowanych i rozwijanych seriach obrazów Lutyńskiego, pojawia się motyw świetlistych, barwnych, koncentrycznych pól. Kojarzyć się mogą ze zdjęciami promieniowania energii odległych gwiazd bądź planet, albo też widzianych oczyma starożytnych astronomów idealnych kulistych sfer czy właśnie z malewiczowską formą pierścieniowego ruchu satelitów.
Jan Trzupek, Kraków, 22/23 X 2020

This website uses COOKIES.

By browsing it you accept our cookies policy, according to your browser settings. Read more about Privacy Policy.

OK, close